Drugi kawałek tortu
Gdy jesteśmy odrębni nie pasujemy do całości. Wówczas wszystko co nas otacza ma posmak znienawidzonej w dzieciństwie potrawy, którą byliśmy, z uporem graniczącym z obsesją, karmieni, a o czym być może już dawno zapomnieliśmy. To co nas otacza, ten twór o jednolitej konsystencji, dokładnie wymieszanej i doprawionej, ani za słodki ani za słony... To wszystko wśród czego płyniemy, a może już dawno utknęliśmy gdzieś, gdy ciasto uzyskało właściwą sobie strukturę... To znienawidzone wrażenie bycia częścią czegoś, to co zniewala a jednocześnie daje oparcie, sprawia, że nasze codzienne bezsensowne czynności nabierają znaczenia, może nie dla nas, ale dla ogółu, w ogólnie pojętym znaczeniu. To jest nic innego jak ciąg rzeczonych już na początku tegoż wywodu zbiegów okoliczności. Czasem są one tak banalne i powtarzające się, że ich nie zauważamy, nie patrzymy na nie jak na coś co wcale nie musiało się wydarzyć. Przyjmujemy je z właściwą nam ufnością lub też z właściwym nam brakiem wiary w sens czegokolwiek. Ten twór co nas otacza jest tym z elementów rzeczywistości, który jako jedyny daje nam poczucie, że wszystko jest na miejscu, że my jesteśmy na miejscu, że ta odmienność to jedynie malutki szczegół, że wszystko toczy się właściwym torem. No bo skoro udaje się nam stworzyć tak cudowną jednolitość z tłem, bo skoro wtapiamy się w nie nieraz do tego stopnia, iż przestajemy myśleć samodzielnie, mówić co nas gnębi, domagać się swoich praw, skoro..
Lecz nie, my, ta owca o innym nieco odcieniu, nijak nie możemy wtopić się w otoczenie, nie chcemy się wtapiać.
Bo i po co? Dlaczego mielibyśmy pasować do pozostałych składników? Tylko dlatego żeby komuś smakowało?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 11 stycznia 2010
piątek, 18 grudnia 2009
Gdy dopada nas zbieg okoliczności, w pierwszej chwili nie zastanawiamy się nad tym. Czyste zaskoczenie, czasem wręcz znieruchomienie, może radość lub smutek, w zależności od charakteru wydarzenia- oto emocje jakie się wtedy pojawiają. Gdy jednak oczy przyzwyczają się do nowej sytuacji a nowe brzmienie i barwa otoczenia wnikną w nas i przepełnią sobą naszą percepcję, wówczas często przechodzimy nad faktem do porządku dziennego. Nie drążymy przyczyn ani skutków, nie zagłębiamy się w sens zmiany jaka nadeszła, a jedynie trwamy nadal w swoim zamyśleniu lub jego braku, w swoich nawykach codziennych, zamiłowaniach i rutynowych zajęciach. Aż tu nagle, po chwili niedługiej, może nawet krótszej niż czas trwania jednej myśli to co nadeszło tak niespodziewanie stapia się niczym zamarzająca woda z naszą własną, swojską oczywistością. Jest tu i teraz, bez zastanowienia, bez przyczyny czy skutku. Po prostu.
Jedyne co przychodzi nam na myśl w odniesieniu do tej jakże zwyczajnej kolei rzeczy to płynność wydarzeń. Jakby wszystko było na swoim miejscu, trwało wciąż niezmienione i nieporuszone. Tak, płynność to właściwe słowo. Płynnością nazwać można też naszą w tym rolę, nasz znikomy udział w wydarzeniach, tych przewidzianych i tych nieoczekiwanych. Płynny charakter ma podążanie i nadążanie za wciąż zmieniającymi się barwami, odcieniami i brzmieniem faktów, odczuć i złudzeń, które zlewają się w jednolitą masę. Jakby ktoś mieszał nieustannie wszystkie składniki, skrupulatnie i z wielkim poświęceniem, aby jak najszybciej osiągnąć konsystencję pożądaną przez ogół smakoszy.
Tak, my jako my giniemy bezpowrotnie zmiażdżeni wśród licznych składników-wydarzeń, tych przewidzianych i tych nieoczekiwanych. Konsystencja jest idealna, idealna barwa, idealny smak. Wszystko niczym masa tortu, zamknięte w płynności i różnorodnej jednolitości idealnie stopionych ze sobą składników.
Gdy chcemy się wyodrębnić całość bierze szlag.
Jedyne co przychodzi nam na myśl w odniesieniu do tej jakże zwyczajnej kolei rzeczy to płynność wydarzeń. Jakby wszystko było na swoim miejscu, trwało wciąż niezmienione i nieporuszone. Tak, płynność to właściwe słowo. Płynnością nazwać można też naszą w tym rolę, nasz znikomy udział w wydarzeniach, tych przewidzianych i tych nieoczekiwanych. Płynny charakter ma podążanie i nadążanie za wciąż zmieniającymi się barwami, odcieniami i brzmieniem faktów, odczuć i złudzeń, które zlewają się w jednolitą masę. Jakby ktoś mieszał nieustannie wszystkie składniki, skrupulatnie i z wielkim poświęceniem, aby jak najszybciej osiągnąć konsystencję pożądaną przez ogół smakoszy.
Tak, my jako my giniemy bezpowrotnie zmiażdżeni wśród licznych składników-wydarzeń, tych przewidzianych i tych nieoczekiwanych. Konsystencja jest idealna, idealna barwa, idealny smak. Wszystko niczym masa tortu, zamknięte w płynności i różnorodnej jednolitości idealnie stopionych ze sobą składników.
Gdy chcemy się wyodrębnić całość bierze szlag.
Subskrybuj:
Posty (Atom)