Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teraz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teraz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 grudnia 2013

Wolniej, prawdziwiej, po swojemu. Postanowiłam pogodzić się ze sobą. Nie starać się być lepsza niż jestem, szybsza niż potrafię, nie sięgać chmur na siłę. Postanowiłam słuchać siebie, swojego wnętrza, sygnałów  płynących z ciała. Zrozumiałam, że nie o to chodzi by siebie przeskoczyć, by zrobić coś, by być z siebie dumnym, by być podziwianym. Zrozumiałam, że chodzi o to by być wrażliwym na siebie samego. Że prawdziwa kreacja tylko wtedy może mieć miejsce, gdy odbywa się w zgodzie z twórcą, a nie by "cieszyć oko". Że chodzi o przyjemność, a nie o szaleńcze działanie, by sobie czy komuś coś udowodnić.
Nie spełniam oczekiwań. Nie staram się na siłę dopasować. Nie walczę. Chcę płynąć. Spokojnie i błogo. Pytam siebie, co jest dla mnie ważne i powoli, konsekwentnie działam w tym kierunku.
Co jest dla mnie ważne teraz?

1.Wrócić do siebie i trwać w sobie.
2. Działać w swoim tempie, w swoim stylu i tak by mieć z tego radość.
3.Jak najwięcej natury.
4. Nie walczyć, ale też się nie poddawać.
5. Wyciszyć się i odnaleźć spokój.
6. Być sobą.

piątek, 6 września 2013

Kiedyś ciągle pisałam o czasie, który się zatrzymał, który sie cofnął, który nie istnieje. Ciągle pisałam o słowach, które gdzieś utknęły na dnie, ugrzęzły i nie mogły sie wydostać.
Teraz już nie piszę o tym.
Czas powrócił na swoje miejsce. Słowa wypłynęły na powierzchnię.
Wszystko jest na swej drodze. Węzły rozplątały się. Sekrety się objawiły.
Coś się dopasowało. Coś odpadło. Coś przyćmiło resztę swym blaskiem. Uwolniło się coś.

sobota, 15 czerwca 2013

Teraz już wiem. Istnieją obok siebie niezależne, istniejące jednocześnie różne światy. Czasem można sie pomiędzy nimi przełączać. Jednak tylko w sytuacjach ekstremalnych, gdy coś się ekstremalnie zmienia i wprawia w szok. Człowiek w szoku jest przełączony do innego świata. Widzi inaczej, słyszy inaczej, czasem nie słyszy, ani nie widzi. Wszystko jest inne, obce. Czasem trudne jest rozpoznanie samego siebie. Pojawiają się różne, dziwne, niespotykane wcześniej myśli. Coś zyskuje nowy obraz. Widziane jest z innej strony. W tej nowej chwili ta inna strona wydaje się być oczywistą. I trudno uwierzyć, że wcześniej tak jakby w ogóle nie istniała. Jak trzeba być zaślepionym, by nie widzień rzeczy tak oczywistych?- zastanawia się umysł. Czy wcześniejsze chwile były snem, a teraz się przebudziłam? - myśli biegną dalej. Rzeczywistość przecież nie mogła się zmienić, a jedynie sposób patrzenia na nią. Coś się przełączyło na inny program. Coś wywołało to przełączenie. Rzeczywistość składa się z wzajemnie na siebie oddziałujących elementów. Cienkie niewidoczne nitki łączą je. Jeden się poruszy, reszta również zmienia pozycję. Tak to wygląda. Co wywoła przemieszczenie czego? Nie łatwo zgadnąć, nie łatwo pojąć w pełni naturę tych połączeń. Gdyby to się udało być może cała rzeczywistość stała by się banalna. Zniknęłaby tajemnica i element zaskoczenia. Zniknęłaby też być może ekscytacja jaka pojawia się pod wpływem nieoczekiwanych wydarzeń.

Chwile obcości sprawiają czasem, że trudno jest wrócić do stanu "sprzed" zmiany postrzegania. Tak jakby całe życie pozostało tam. A tu nie ma nic. Jest pusta przestrzeń, wszystko pozostało po drugiej stronie. Cała pamięć o sobie, o swoich sprawach, wszystkim co ważne i tym co piękne i tym co straszne, wszystko pozostało tam. Pojawia się pytanie. Czy wracać do "życia", czy pozostać w tej "pustce" i to z niej wytworzyć "nowe życie"?

sobota, 8 czerwca 2013

Czuję zmiany. Oddech zmian wyczuwalny we wszystkim. W każdym kroku, w każdej chwili, w każdym napotkanym przedmiocie. Wyrzucam. Pozbywam się. Wyrzucam ze złości, z rozpędu, z chęci wyzwolenia. Pozbywam się starych rzeczy, emocji, wspomnień. Pozwalam odejść wszystkiemu, co tylko nie dotrzymuje kroku. Rozbijam skorupę. Robię miejsce na oddech. Chcę oczyścić teren wokół siebie i w sobie. Pozbywam się sentymentów do tego i owego. Do chwil zatrzymanych i tych, które same przylgnęły. Muszę nie bać sie przestrzeni. Pozwolić trwać miejscom niezapełnionym i nie zapełniać ich! Przyjąć nowe, pożegnać stare. Rozluźnić dłonie, przestać zaciskać je na wszystkim, co tylko uchwycą.  Anioł Wolności odwiedził mnie i podarował mi Prawdę.

piątek, 15 marca 2013

Zimno. Znowu zimno. Cokolwiek to oznacza. Dlaczego nie potrafię rozgrzać się jednym słowem? Przecież to słowo przepełnia mnie, wylewa się wszystkimi szczelinami. O jedno niechciane słowo za dużo. Przecież słowa nie są przytwierdzone do podłoża. Można je swobodnie wyrzucać, kiedy się chce. A jednak nie mogę go wydobyć.
To jedno słowo utknęło gdzieś pomiędzy czymś i czymś i nie chce mnie opuścić. To słowo sprawia, że czuję chłód, uwiera mnie, gniecie, miażdży i sieje strach. To jedno słowo jest jak kamień, który przylgnął do duszy i nie pozwoli jej wznieść się swobodnie.
Duszo uwolnij się!
Słychać podmuch wiatru. Zimny marcowy wiatr. Znak zimy, która zapomniała odejść. Nie pozwala nadejść slońcu.
Jakieś połączenie pomiędzy zimnem a strachem powstało kiedyś i odtąd zimno przynosi strach, a strach powoduje mróz. Dlaczego droga do siebie prowadzi przez tak mroźne rejony?

czwartek, 17 stycznia 2013

Co dzieje się z moją głową? Jakby dwa równoległe życia toczyły się we mnie jednocześnie.
A może jest ich więcej. Coś ciągle szarpie czas na strzępy. Tu kawałki z wczoraj, tam jakieś przebłyski jutra. Wymieszane. Kolejność zgubiła się gdzieś po drodze. Nie umiem rozróżnić wczoraj od dziś, snu, iluzji, rzeczywistości. Wszystko drży i potrząsa światem.

czwartek, 10 stycznia 2013

wtorek, 20 listopada 2012

Tak sobie szłam...



i szłam...



i szłam.


poniedziałek, 15 października 2012

Odkryłam urok poranków. Tak się złożyło, że po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wychodzę z domu wcześnie. Wychodzę, załatwiam, co mam do załatwienia i siadam w parku, na ławce. I pojawia się od razu pytanie. Jak to się stało, że przespałam wszystkie niemalże poranki mojego życia?

Dokoła zieleń, wyczuwalna w powietrzu woń rosy, światło wschodzącego słońca przebijające się przez korony drzew, śpiew ptaków.

Kiedy ja ostatnio widziałam padające pod kątem promienie słoneczne?
Czy w ogóle kiedykolwiek widziałam?

Z pewnością nigdy nie miałam okazji ani pewnie ochoty siedzieć o tak wczesnej porze w parku. Z pewnością, nawet wtedy, gdy zdarzało mi się wychodzić z domu o wczesnej porze nie miałam nastroju do rozkoszowania się przyrodą. Bo cóż to za przyjemność nie wyspać się i jeszcze do tego znosić rażące w oczy słońce, przemaczającą buty rosę, czy tą pustkę na ulicach świadczącą o tym, że inni jeszcze śpią...

Jednak wszystko płynie i to co kiedyś wydawało się trudne do zniesienia, teraz może być największym cudem.

Więc siadam tak na ławce i siedzę. Rozglądam się. Ptaki korzystając z porannej ciszy urządzają swoje narady. Światło jest jakieś inne, jakby jeszcze nie zorientowane w terenie, rozszczepione. W powietrzu widać muchy goniące własny cień i cienie nieświadome istnienia światła. To wszystko jakieś obce, jakby ze snu. I zarazem niepokojąco znajome. Przynosi ze sobą oddech przeszłości. Nastraja do zagłębienia się w otchłań czasu. Zdaje się mówić swym milczeniem, opowiadać o innych porankach zagubionych gdzieś w minionych fragmentach życia.
Nie pamiętam poranków. Pamiętam tylko noce. Lecz to światło przypomina o sobie. To światło, to samo i niezmienione, kiedyś również omiatało mnie i raziło, nawet jeśli nie zachwycało, to było tym samym światłem.

Teraz w zachwyt mnie wpędza i zdaje się mówić, że oto nadeszła chwila na przypomnienie. Że nie muszę już obawiać się poranków. Że niosą ze sobą wszystko, co piękne. Że nowy dzień jest darem, a nie przekleństwem, jak kiedyś zwykłam uważać.
Że to co pozostało za zasłoną, może wreszcie ujrzeć światło.

środa, 4 kwietnia 2012

Pora wrócić do siebie, a może do świata, a może do życia albo rąbnąć się w głowę, by otrząsnąć się wreszcie z tego pyłu, co to oprószył dnia pewnego wszystko dokoła. Nie da się czasem wyrazić czegoś, a czasem nic nie da się wyrazić, bo dusza zasypia, bo dusza ucieka od tego co jej dane, ucieka w sen, w nadziei, że ujrzy światło. Lecz światło nie nadchodzi, bo jakżeby nadejść mogło przed nastaniem Świtu...

czwartek, 17 listopada 2011

Nie mam weny. Nie mam ochoty pisać. Mój umysł utknął gdzieś w polu czy w jakimś równie beznadziejnym miejscu. No, przepraszam, pole nie jest beznadziejnym miejscem, nie to chciałam powiedzieć. Bardzo chciałabym znaleźć się na polu, poczuć tą pustkę i przestrzeń. Ale nie o to chodzi. Mój umysł po prostu utknął gdzieś skąd nie może się wydostać. Jest pustka. Ale nie taka "polna", a zwykła. Będąca brakiem pełni. Wybrakowanym oglądem sytuacji, taką dziurą w płocie, której nikt się nie spodziewał i z powodu braków w portfelu nie sposób ją załatać w jakimś bliższym niż dalszym czasie. Tak właśnie się czuję. Dlatego nie mam ochoty pisać. Bo wszystko jest dziurawe, nawet myśli, które może i chciałabym wyrazić gdyby nie to, że jestem prawie pewna, że nie są moje, a tylko przepływały sobie gdzieś mimochodem i zaczepiły się przypadkiem o krawędź mojej dziurawej rzeczywistości.
Jakaś obcość. Nie czuję się sobą. Choć może to właśnie teraz powracam do siebie? Ze wszystkich stron zwisają poodklejane kawałki, resztki pancerza, pozostałość pokaźnej niegdyś kolekcji masek na każdą okazję. Jeszcze nie mogę zacząć wypełniać tej pustki. Bo jeszcze nie wszystko zostało strącone w przepaść. Jakieś nazbyt wytrwałe fragmenty jeszcze tkwią na swym miejscu dotychczasowym, próbując odzyskać utraconą pozycję. Ale ich czas już przeminął. Daremny trud.

Odpuściłam. Nie mam już ochoty roztrząsać istoty wszystkiego co mnie dotychczas przepełniało. Zerwane zostały więzy zależności od czegoś i kogoś. Od wszystkiego co nie pozwalało mi oddychać.
Pozostała pustka. Teraz czas odzyskać spokój. Ukojenie nadejdzie z głębi nicości. Nie ma potrzeby wypełniać jej żadnym po co i dlaczego. Tylko spokój może przywrócić kolejność wydarzeniom. A więc nie piszę. Bo nie chcę stwarzać owoców pustki, nie chcę utrwalać teraźniejszości, nie chcę opisywać jej by nie zapragnęła stać się czymś więcej niż tylko etapem na drodze do oczyszczenia.
Niech przeminie nie pozostawiając po sobie śladu.

wtorek, 5 lipca 2011

Nie jest dobrze. Chcę, żeby było dobrze, ale nie jest. Staram się. Wmawiam sobie. Afirmuję, wierzę, afirmuję, wątpię, znowu wierzę. I nic. Nie mam siły. Nie daję rady. Nie widzę nadziei dla siebie. Nie chcę się pogrążać pisząc te słowa i utrwalając w sobie negatywizm, ale muszę to wyrazić. Nie mogę już udawać, śmiać się, sprawiać wrażenie, że odbieram rzeczywistość podobnie jak inni. Nie potrafię żyć tak jak inni. Nie potrafię żyć chyba. Bardzo chcę się nauczyć.Próbuję, wciąż próbuję, nie zrażam się, podejmuję wciąż kolejne próby, ale za każdym razem ląduję w dole. Za każdym razem. I chwytam się brzytwy by wydostać się na powierzchnię, ale ta brzytwa jeszcze bardziej mnie pogrąży, wiem o tym. Bo oddali mnie bezpowrotnie od szczęścia. Gdy raz chwycę się brzytwy tak, że wbije swoje zęby do krwi, nie uda mi się już jej puścić. I co wtedy? Na zawsze pozostanę rozdarta na pół. Pozbawiona światła i przestrzeni. Oddechu. A więc jak mam się wydostać nie chwytając się brzytwy?

piątek, 24 czerwca 2011

Plan

Potrzebuję planu. Muszę zrobić plan działania. Dzisiaj powiedzmy Sobie wprost i bez ogródek, dla odmiany. Potrzebny mi plan. Kierunek. Dokąd się udać? Postanowiłam podjąć wyzwanie, jakie stoi przede mną odkąd żyję, jednak do niedawna go nie dostrzegałam. Czułam podskórnie, ale uważałam to za złe. Uciekałam od Siebie. A przecież gdzie można odnaleźć szczęście jak nie w Sobie? Nie da się być szczęśliwym nie będąc w zgodzie ze Sobą. Dlatego oto powracam do Siebie. Postanawiam powrócić.
Decyzja zapadła.
Uwieczniam tą chwilę w tym miejscu, po to aby nie zboczyć więcej z drogi. Aby nie znaleźć więcej pretekstu do bycia kimś innym niż Sobą. Bo mam w Sobie różne sprzeczne siły, które walczą. Niszczą mnie, moje postanowienia, marzenia, cele. Wprowadzają w błąd, stwarzają pozory, którym nieraz ulegam. Wbrew Sobie. Prawdziwej Sobie.
Dlatego pragnę uwiecznić moje postanowienie. Spisać coś w rodzaju umowy ze Sobą aby powstrzymać się przed niszczeniem. Koniec.
Odradzam się na nowo. Uwalniam się od ciężaru maski, strzepuję resztki pancerza. Jestem Wolna.
c.d.n.

poniedziałek, 28 marca 2011

Druga strona

Strach. Gdzie jestem? Zgubiłam własne odnóża. Poplątały się a może odpadły? Nie czuję ich. Nie czuję. Dziwne jest uczucie nieczucia. Obce. Nie wiem co znaczy nie czuć. A jednak nie czuję. Blada ściana rozpościera się chłodem swym. Zasłania wnętrze. Coś zostało po drugiej stronie. Nie wiem czy to odnóża czy może głowa. Nie, głowa jest na miejscu. Czuję głowę. Ciąży mi. Przeszkadza. Widzę słońce, wiele słońc. Płomienie. Coś rozrywa jakąś cząstkę mnie.Ale nie wiem czym jest to coś. Pogubiły się fragmenty czasu.Nie płynie tak jak płynąć powinien. Niespójna całość. Nic do siebie nie pasuje. Wyłowić próbuję terazniejszość. Pływa liść po powierzchni. Zanurzył się. Zatonął.
Tu i teraz. Czyli gdzie? W chwili nieczułej? Ściana zaczyna falować. Unosi się. Odpływa. Płomienie wdzierają się nie zważając na wszechobecną wodę. Nic ich nie powstrzyma. To co ma płonąć, nie zgaśnie. A reszta niech zatonie. Czym różni się zatopiony liść od odnóży strawionych przez ogień? Od niespójnej całości, rozerwanej na strzępy przez moc płomieni? Widzę niezliczone liście. Niezliczone strzępy i popioły. Wszystko unosi się na powierzchni tworząc zasłonę dla przejrzystości. Wyciągam poplątane odnóża przed siebie a może za siebie. Nie umiem odróżnić już kierunku. Zgarniam cząstkę pływających strzępów czasu. Nic tam nie ma. To tylko strzępy. Nic tam nie dojrzysz. Co pozostało po drugiej stronie? Zadaję sobie pytanie. Skoro nie głowa ani nie odnóża. Skoro nie pozostało nic poza popiołem. To co pozostało po drugiej stronie, pytam się. Co pozostało?

wtorek, 28 września 2010

No i cóż tu rzec. Muszę coś napisać od siebie, wprost, bo to chyba wiekopomna chwila. Wyjątkowy dzień. Dziwny dzień, jeszcze dla mnie niepojęty. Coś się skończyło. Czy aby już się skończyło? Nie, już dawno się skończyło, tak dawno, że nie pamiętam kiedy. A może się nigdy nie zaczęło? Może nie powinno się było zacząć? Drzwi zostały zatrzaśnięte. Drzwi zostały otwarte. Które to drzwi? Nie poznaję ich. Dawno tędy nie przechodziłam. Wolność. Czy istnieje? Czy jest tylko złudzeniem?
Czy nie jest to pułapka? Nie wiem, bo nie znam tych stron. Przesiedziałam po drugiej stronie rzeki cały dzień, całe  życie. Brak działania, lęk przed zrobieniem kroku w jakąkolwiek stronę. Niech wiatr gna mnie dokąd chce a ja jedynie siłą myśli będę udawać, że nim manipuluje. Może czasem słowo wtrącę, aby sprawić wrażenie, że żyję.
A teraz drzwi są otwarte. Mogę zrobić krok. W myślach nawet dwadzieścia kroków w ułamku sekundy.
Tylko dokąd?

środa, 25 sierpnia 2010

Leżę i spoglądam spod przymkniętej duszy w nieskończoność. W pustkę spod przymkniętej powieki.
Leżę. Spoglądam spod przymkniętej powieki. Widzę we wnętrzu czasu tlącą się iskrę. Dziwię się.
Jak to się stało, że nie zdołałam jej rozdeptać?
Przecież z taką siłą uderzałam. Z taką mocą pragnęłam wyzwolenia.
Lecz nie.
Cisza i nicość to nie to samo. Jakże różnią się te słowa. Zagłuszyć a unicestwić. Zniknąć a zamilknąć.
Choć efekt może wydawać się ten sam. Pragnęłam zniknąć, a ledwie udało mi się zdusić krzyk.
Teraz szept rodzi się, teraz rozwiera się szczelina czasu. Głuchy szept rodzi się na powrót u podnóża ciszy. Rodzi się.

***
Rodzi się. Wyłania z każdym oddechem z wnętrza ciszy. Jakby był jej częścią, jakby istnienie ciszy nie przeszkadzało istnieniu szeptu. Spod przymkniętej powieki widzę szept z wnętrza ciszy. Dziwny bladozielony szept. Pływa po powierzchni, tam na środku, tak, widzę go coraz wyrazniej. Z każdym oddechem nabiera barwy, nabiera kształtu. Drży. Z każdą chwilą wydziera ciągłość linii otaczającej go rzeczywistości. Niczym pasożyt. Trwa ograbiając rzeczywistość z kształtu. Niezależnie, niewątpliwie, bez lęku. Po prostu. Nie obawia się niczego. Jest jak dziecko, które jeszcze nie wie,że ma się obawiać. Spokojny po środku nieskończoności. Jest czystą esencją dzwięku. Jest częścią ciszy, jest ciszą, która z niewyjaśnionych przyczyn postanowiła zgromadzić się w jednym miejscu. Mogła wybrać dowolne miejsce. Wybrała to. Bez powodu. Jest ciszą, która zmieniła formę. Płynie. A może drży jedynie.

poniedziałek, 8 marca 2010

To nie moja droga.Jak to się stało, że się na niej znalazłam,że zawędrowałam nią aż tak daleko? Przez pomyłkę? Z nieuwagi? Tymczasowo? Jako substytut? Aby stłumić to co prawdziwe? Aby zapomnieć o prawdzie? Poprzez gąszcz najróżniejszych masek i sposobów kamuflażu dotarłam do tego punktu. Dopiero w tym punkcie niestosowność stała się na tyle wyrazna, że zaczęłam czuć w sobie chęć odwrotu. Ale czy odwrót jest możliwy? Jestem w miejscu, z którego albo odbiję się i wniosę na wyżyny albo pójdę na dno.

środa, 24 lutego 2010

Dzwięk odwrotny do czasu cofa smak barwy tej nie mieści się w okręgu ni w kuli ani w całym kosmosie to jest lawa, która chłodem swym zamraża czas nie mieści się w okręgu,
krawędz ciszy,brzeg wytrzymałości.

środa, 17 lutego 2010

Usiadłam pod ścianą, w kącie, dokładnie tak jak robiłam to w dzieciństwie. Starając się wtulić jak najmocniej w kąt prosty powstały w tym miejscu. Obok szafa, jakże pomocna w tych chwilach, daje upragniony cień i chroni przed spojrzeniami. Dookoła rozłożyłam poduszki, jak najwięcej, jak największych poduszek. Aby sprawiały wrażenie muru niemożliwego do sforsowania. Aby dawały błogie uczucie miękkości. Zwinęłam się w kłębek, tak jak to robiłam w dzieciństwie. Wokół cisza. Nie ma nic ani nikogo kto mógłby zakłócić mój spokój. Wyłączam myśli. Czuję się bezpiecznie.

środa, 3 lutego 2010

Zmęczenie przepełnia mnie coraz bardziej. Już nie wiem czy bardziej umęczone jest moje ciało czy dusza. Jak to się stało, że dotarłam w to właśnie miejsce poprzez gąszcz tysiąca korzystnych zbiegów okoliczności? Czy to cel mojej wędrówki?Czy może tylko etap na drodze do jakiejś odległej aczkolwiek czekającej mnie nagrody? Pragnę wyrazić to jak bardzo się zagubiłam ale... nie potrafię. Coś zawsze sprawia, że odnajduję wiarę, gdy już mam sięgnąć dna. Zastanawia mnie jednak czy to na prawdę jest wiara czy może udaję przed samą sobą? Bo to, że udaje przed światem jest oczywiste ale czy okłamuję także siebie? Może ta maska przylgnęła do mnie tak bardzo, że już sama nie pamiętam jak na prawdę wygląda moja twarz? Wiele pragnę wyrazić, wiele mętnych myśli krąży mi po głowie. Wiele elementów niejasnej i dla mnie zagadki rozproszyło się i zgubiło drogę do miejsca swego przeznaczenia. Czy ja nie potrafię dostrzegać rzeczywistości czy może widzę ją zbyt wyraznie.. zbyt wyraznie by moc zaakceptować. Nie wiem. Pragnę tylko zamknąć oczy i trwać tak w ciszy, zatopić się poprzez ciszę w nieskończoności, utracić świadomość, że istnieję..

Obserwatorzy