Pokazywanie postów oznaczonych etykietą murakami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą murakami. Pokaż wszystkie posty
środa, 5 czerwca 2013
niedziela, 9 grudnia 2012
Nasze cele albo to, co leży u ich podstaw, połączyły się, stworzyły tę zagmatwaną opowieść i ją rozwijają. To się prawdopodobnie rozgrywa gdzieś głęboko, w jakimś niewidocznym miejscu. Dlatego nawet się nie widując, jesteśmy powiązani. Tworzymy opowieść, a jednocześnie opowieść kieruje nami. Chyba tak jest.
1Q84
1Q84
niedziela, 25 listopada 2012
sobota, 24 listopada 2012
niedziela, 11 marca 2012
wtorek, 11 października 2011
wtorek, 2 sierpnia 2011
1Q84
Tengo wiedział, że czas może się posuwać, przybierając nieregularne kształty. Sam w sobie jest z natury równomierny, ale kiedy zostanie zużyty, zmienia się w coś nieregularnego. Niekiedy czas jest strasznie ciężki i długi, to znów lekki i krótki. Bywa, że to, co zaszło wcześniej, zamienia się miejscami z tym, co było później, a bywa nawet tak, że całkowicie znika. Zdarza się też, że czas, którego nie powinno być, zostaje dodany. Ludzie prawdopodobnie przez takie dowolne korygowanie czasu korygują znaczenie własnego bytu. Inaczej mówiąc, dzięki takim operacjom udaje im się z trudem zachować zdrowe zmysły. Gdyby musieli akceptować przeżyty czas po kolei i równomiernie, ich nerwy na pewno by tego nie wytrzymały. Takie życie prawdopodobnie byłoby torturą. Tak się Tengo wydawało.
sobota, 18 czerwca 2011
Kafka nad morzem
Czas mający ciężar właściwy napiera na ciebie jak wieloznaczny dawny sen. Poruszasz się ciągle, żeby się przez niego przedostać. Choćbyś poszedł na koniec świata, nie uda ci się od niego uciec. Lecz mimo to musisz iść na koniec świata. Są rzeczy, których nie da się zrobić, jeżeli nie pójdzie się na koniec świata.
wtorek, 29 marca 2011
Przygoda z Murakamim
Czwarta przeczytana. Uzależnienie. Nie od książek. Od stanu jaki wywołują. Pozostawiają po sobie pustą przestrzeń. Robią miejsce na nowe rzeczy, na nowe spojrzenie.Wymiatają to co stare, przegniłe i jakby to autor ujął, zbędne. Nie ma miejsca na graty, starocie, a jeśli już to takie które do czegoś konkretnego się przydadzą. O tak, należy być praktycznym!
Wykonywane czynności zyskują wyrazistość. Ręka precyzję, japońską precyzję można by rzec. Umysł rozjaśnia się pozbywając się tego co "zbyteczne".
Główny bohater wykonuje bardzo wiele niezbędnych czynności. Cały czas coś robi.
Oddaje mocz. Pije whisky. Odbywa stosunek. Przyrządza najwyśmienitsze potrawy,takie jak chociażby potrawa z resztek, której nazwy niestety nie pamiętam (O tak, potrawa z resztek ma po japońsku specjalną nazwę.). Nic się nie marnuje.
Ponad to dość często kręci głową (choć jak sam twierdzi to niczego nie rozwiązuje.), drapie się małym palcem w skroń, bądz też przygląda własnym dłoniom. Mimo to ma mnóstwo czasu.
Ma za dużo czasu. Nie zawsze wie jak go wykorzystać, jednak stara się.
I to jest uzależniające! To poczucie, posiadania zbyt dużej ilości czasu. Czytając Murakamiego nie mam poczucia straconego czasu. Nie, nie chodzi mi o to że czytanie książek to strata czasu, wręcz przeciwnie, mam na myśli sytuacje, kiedy tego czasu nie mamy, a jednak go wykorzystujemy na coś takiego jak czytanie książki. Nieraz rodzi się wtedy na wpół świadome poczucie winy spowodowane zaniechaniem czynności niezbędnych. Z Murakamim jest odwrotnie. Czytając go mam wrażenie jakbym robiła bardzo wiele pożytecznych rzeczy na raz. Czuję się rozluzniona i nadzwyczaj aktywna. Nie spieszy mi się. Bo czytam o bardzo dużej ilości czasu, którego wykorzystanie jest nie lada zadaniem. Ja też mam czas, nawet jeśli to złudzenie.. Ale przecież czy czas nie jest właśnie złudzeniem? Otóż to! Czytając uświadamiam to sobie z każdym przeczytanym słowem i to daje mi ukojenie.
Ale jest i efekt namacalny. Otóż paradoksalnie im więcej czytam tym więcej robię. Tym bardziej chce mi się robić cokolwiek. Murakami obdarowuje mnie niespotykanym nigdy wcześniej u mnie podejściem, nadaje sens czynnościom zwykłym, nudnym i rutynowym. Sprawia, że pokrojenie ogórka zaczyna dawać satysfakcję. Precyzyjne nalanie wody do szklanki również. Odkrywam czynności codzienne na nowo i zaczynam je lubić. Odkrywam, że ilość posiadanego czasu jest subiektywna podobnie jak ilość czynności w nim wykonanych. Odkrywam, że wystarczy polubić to co na pozór wydaje się nudne i męczące, aby móc zrobić to sprawniej i być z siebie zadowolonym.
P.S. Napisałam to około tygodnia temu od razu po przeczytaniu książki "Koniec świata.Hard-boiled Wonderland". Miał być dalszy ciąg. Jednak niestety do chwili obecnej ten błogi stan jaki daje mi Murakami zdążył się już ulotnić. Dlatego pozostawię tak jak jest. Nie będę nic sztucznie sklecać, by dopełnić całości.
Wykonywane czynności zyskują wyrazistość. Ręka precyzję, japońską precyzję można by rzec. Umysł rozjaśnia się pozbywając się tego co "zbyteczne".
Główny bohater wykonuje bardzo wiele niezbędnych czynności. Cały czas coś robi.
Oddaje mocz. Pije whisky. Odbywa stosunek. Przyrządza najwyśmienitsze potrawy,takie jak chociażby potrawa z resztek, której nazwy niestety nie pamiętam (O tak, potrawa z resztek ma po japońsku specjalną nazwę.). Nic się nie marnuje.
Ponad to dość często kręci głową (choć jak sam twierdzi to niczego nie rozwiązuje.), drapie się małym palcem w skroń, bądz też przygląda własnym dłoniom. Mimo to ma mnóstwo czasu.
Ma za dużo czasu. Nie zawsze wie jak go wykorzystać, jednak stara się.
I to jest uzależniające! To poczucie, posiadania zbyt dużej ilości czasu. Czytając Murakamiego nie mam poczucia straconego czasu. Nie, nie chodzi mi o to że czytanie książek to strata czasu, wręcz przeciwnie, mam na myśli sytuacje, kiedy tego czasu nie mamy, a jednak go wykorzystujemy na coś takiego jak czytanie książki. Nieraz rodzi się wtedy na wpół świadome poczucie winy spowodowane zaniechaniem czynności niezbędnych. Z Murakamim jest odwrotnie. Czytając go mam wrażenie jakbym robiła bardzo wiele pożytecznych rzeczy na raz. Czuję się rozluzniona i nadzwyczaj aktywna. Nie spieszy mi się. Bo czytam o bardzo dużej ilości czasu, którego wykorzystanie jest nie lada zadaniem. Ja też mam czas, nawet jeśli to złudzenie.. Ale przecież czy czas nie jest właśnie złudzeniem? Otóż to! Czytając uświadamiam to sobie z każdym przeczytanym słowem i to daje mi ukojenie.
Ale jest i efekt namacalny. Otóż paradoksalnie im więcej czytam tym więcej robię. Tym bardziej chce mi się robić cokolwiek. Murakami obdarowuje mnie niespotykanym nigdy wcześniej u mnie podejściem, nadaje sens czynnościom zwykłym, nudnym i rutynowym. Sprawia, że pokrojenie ogórka zaczyna dawać satysfakcję. Precyzyjne nalanie wody do szklanki również. Odkrywam czynności codzienne na nowo i zaczynam je lubić. Odkrywam, że ilość posiadanego czasu jest subiektywna podobnie jak ilość czynności w nim wykonanych. Odkrywam, że wystarczy polubić to co na pozór wydaje się nudne i męczące, aby móc zrobić to sprawniej i być z siebie zadowolonym.
P.S. Napisałam to około tygodnia temu od razu po przeczytaniu książki "Koniec świata.Hard-boiled Wonderland". Miał być dalszy ciąg. Jednak niestety do chwili obecnej ten błogi stan jaki daje mi Murakami zdążył się już ulotnić. Dlatego pozostawię tak jak jest. Nie będę nic sztucznie sklecać, by dopełnić całości.
czwartek, 24 marca 2011
Wonderland
Najpierw to było tylko przeczucie. Ale wkrótce byłem już pewny, że z Miasta można uciec. To Miasto jest doskonałe. A doskonałość musi zawierać wszystkie możliwości. Właściwie tego nie można nazwać Miastem. To coś bardziej elastycznego, bardziej ogólnego. Jakby zmieniało swój kształt, eksponując wciąż nowe możliwości. Dlatego jeśli pragnę stąd uciec, to znaczy, że stąd musi być jakieś wyjście. Rozumiesz?
piątek, 18 marca 2011
-A właściwie po co wykopali ten dół?- spytałem.
-To nie ma znaczenia- odparł, podnosząc łyżkę do ust. -Oni kopią dla samego kopania. To zwyczajny dół.
-Nie rozumiem.
-To proste. Chcieli wykopać dół, więc go wykopali. Nic więcej.
Gryząc chleb, zastanawiałem się nad "zwyczajnym dołem".
-Oni czasem tak kopią- powiedział starzec. -To ani nie ma znaczenia, ani donikąd nie prowadzi. Ale to nieważne. Nikt przecież nie wymaga tutaj sensu ani nie usiłuje niczego osiągnąć. My tutaj wszyscy kopiemy swoje zwyczajne doły. Działanie bez celu, wysiłek bez efektów, droga donikąd- czyż to nie piękne? Nikogo nie można w ten sposób zranić. Nikt tu nikogo nie prześcignie. Nie ma wygranej ani przegranej.
H.Murakami, Koniec świata i Hard-boiled Wonderland
H.Murakami, Koniec świata i Hard-boiled Wonderland
czwartek, 17 lutego 2011
Tańcz!
Musisz tańczyć. Kiedy słyszysz muzykę musisz tańczyć. Rozumiesz co mówię? Tańczyć. Ciągle tańczyć. Nie wolno ci się zastanawiać po co tańczysz. Nie wolno ci myśleć, co to znaczy, bo to nie ma znaczenia. Jeśli zaczniesz o tym myśleć, zatrzymasz się w tańcu.
niedziela, 26 grudnia 2010
wtorek, 30 listopada 2010
?
Przeczytałam właśnie Norwegian Wood H.Murakamiego i nie wiem dlaczego, ale wyjątkowo czuję, że nie przypadkowo sięgnęłam po tą książkę. Widzę w niej jasny przekaz osobisty, nawet nie jeden. Jestem w dziwny sposób pod wrażeniem. Pod innym wrażeniem niż bywam na ogół. Kto mnie zna i czytał tę książkę być może domyśla się o co chodzi a może nie. Właściwie to jeszcze nie udało mi się wyłuskać żadnej konkretnej konkluzji, nie wiem jeszcze, która z rzeczy, które mnie zaskoczyły w ten nietypowy dla mnie sposób jest tym głównym przesłaniem dla którego "coś" wskazało mi tą książkę na bibliotecznej półce. Myślę, że jest ich kilka. Muszę przemyśleć to jeszcze. Jednak jedno co mogę powiedzieć już w tej chwili, to że odnalazłam siebie w kilku postaciach jednocześnie. Ale nie jest to takie oczywiste. Nie jest, bo te aspekty mnie, które udało mi się zauważyć były mi dotąd nieznane. A więc mogę uznać, że książka ta umożliwiła mi bliższe samopoznanie. I nie jestem pewna czy mnie to cieszy bo mam delikatne wrażenie jakby wylano mi na głowę kubeł zimnej wody... Jakby pewne niewygodne rzeczy zostały mi pokazane w najprostszy i najdobitniejszy ze sposobów. Bo książka ta jest wyjątkowo prosta choć nie oczywista. Punkt widzenia przeciwny do mojego. Chyba przeciwny. Mam mętlik w głowie.
Jakby najodleglejsza ode mnie oczywistość pewnych rzeczy. Obca mi całkowicie oczywistość. Czy ja nie lubię oczywistości? Czy odkąd żyję uciekam najdalej jak potrafię od oczywistości?
Jakby najodleglejsza ode mnie oczywistość pewnych rzeczy. Obca mi całkowicie oczywistość. Czy ja nie lubię oczywistości? Czy odkąd żyję uciekam najdalej jak potrafię od oczywistości?
Subskrybuj:
Posty (Atom)








