poniedziałek, 27 grudnia 2010
Stoję naprzeciw muru, czuję, że jest blisko choć oczy mam zamknięte. Przymknęłam oczy na wszelki wypadek, a potem z rozpędu zacisnęłam je aż do bólu.Sen nadchodzi, z mroku kolorów wyłania się blady świt, ale nie umiem odróżnić snu od wschodu słońca. Oba na swych skrzydłach przynoszą iskrę światła. Iskrę, która gaśnie, gdy tylko zamknę oczy. Dlaczego światło przynosi ból? A noc ukojenie? Czyż nie powinno być odwrotnie?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz